TORUŃ - Nowy Kurier Polski

Krystyna Starczak-Kozłowska                                                                                          

                                               Sportowe zmagania pod biało-czerwoną...

   Pierwsze rozgrywki zaczęły się  już 31 lipca, ale wielka Uroczystość Otwarcia XIV Światowysh Igrzysk Polonijnych  w Toruniu miała miejsce 2 sierpnia na Fosie Zamkowej przy Dworze Mieszczańskim – i była to naprawdę wspaniała ceremonia.Widowisko rozgrywało się w trzech planach zdjęciowych: Rynku Staromiejskim, ul. Szerokiej będącej popularnym toruńskim deptakiem i Fosie Zamkowej, co mieszkańcy Torunia mogli uchwycić na telebimach . Najpierw odbył się przemarsz wszystkich przybyłych ekip sportowych spod pomnika Kopernika na Rynku Staromiejskim do Fosy w pięknym świetle zachodzącego słońca. Na czele – orkiestra średniowiecznych trubadurów . Muszę przyznać bezstronnie, że od ekipy  kanadyjskiej bił prawdziwy blask:   wyróżniała się zarówno liczebnością (120 osób!) jak i malowniczością biało-czerwonego, jednolitego dla wszystkich  rynsztunku, którego kolorystyka symbolizowała zarówno barwy narodowe polskie jak i kanadyjskie...

Jak wiemy patronat nad Igrzyskami objął sam prezydent Rzeczypospolitej, Lech Kaczyński. Oficjalnego ich otwarcia  dokonał prezydent Torunia, Michał Zalewski. Miało miejsce uroczyste ślubowanie  głównego sędziego Igrzysk, a także dwóch sportowców – ze Wschodu i Zachodu, rozległy się dżwięki popularnego hymnu Igrzysk Polonijnych w wykonaniu chóru...Po przemowach oficjeli zapłonął urokliwie znicz olimpijski.  Było jak się patrzy  podniośle, ale z domieszką humoru i mądrej ironii – z pomnika przed ratuszem „zstąpił”  sam Mikołaj Kopernik, by pojawić się na Fosie Zamkowej i powitać zebrane tłumy entuzjastów XIV Światowych Igrzysk Polonijnych. Toruński aktor, który go grał, umiał znależć się w tej roli, a przemówił, wraz z toruńskim  Aniołem, który „zszedł” z herbu miasta -  do 1200 Polonusów , przybyłych z 29  krajów, reprezentujących 22 dyscypliny sportowe i do całej masy kibiców,miłośników sportu, obserwatorów i osób towarzyszących. Torunianie też zjawili się gremialnie  i zewsząd oblegali kolumnowy panteon postawiony w tym miejscu, grający rolę sceny podczas tej niezwykłej 2-godzinnej uroczystości, gdy biły w wieczorny nieboskłon fajerwerki  pokazu pirotechnicznego, tworząc fntazyjne wzory kolorowych , migotliwych pióropuszy, od których Wisła skrzyła się niczym płynne srebro, aż księżyc, który  wzszedł był właśnie wtedy na bezchmurne niebo, zdawał się dziwić, że to wszystko ma miejsce w spokojnym wydawałoby się, grodzie Kopernika.. Długo jeszcze na całe miasto rozlegały się odgłosy imponujacego  widowiska , zakończonego koncertem gwiazd i gwiazdek...

Chwileczkę, słowo „spokojny”nie pasuje do Kopernikowskiego grodu, w którym „gotyk jest na dotyk”,przeszłość aż bucha z każdego zaułka, a mimo to miasto  tętni życiem i młodością ważnego ośrodka akademickiego, a obecnie w kulturze dzieje się tu tyle i  to na skalę polską czy europejską, że Toruń wraz z hiszpańską Pampeluną ubiega się o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku . Rocznie odbywa się tu, jak zapewnia mnie Jarosław Więckowski, dyrektor Wydziału Sportu i Turystyki , – 1500 imprez kulturalnych, a więc 3 do 4 imprez dziennie!  Nie sposób tego wszystkiego objąć ...

Jedna z charakterystycznych, średniowiecznych bram otwierających świetnie zachowane mury obronne, mianowicie  Brama Mostowa w formie znicza olimpijskiego stała się znakiem graficznym XIV Igrzysk. Jest to rzeczywiście najbardziej charakterystyczny obok gotyckich świątyń, renesansowego ratusza czy pomnika Kopernika - element miasta. Kolor logo, które wygrała w konkursie ogłoszonym przez prezydenta miasta, artystka Dorota Staruk, tez wyraza symbolikę miasta: czerwono-brązowy odwołuje się do hasła: „Gotyk na dotyk”, brązowa oprawa kojarzy się z piernikami, a kolor żółty przypomina medale zwycięzców Igrzysk...

Tak, to symbol kolorowego miasta, bo kolorowa zdaje się być wyobrażnia jego włodarzy i artystów ...

Pierwsze dni Igrzysk upłynęły pod znakiem piłki nożnej, tenisu, siatkówki, szermierki,duathlonu, bowlingu. My z Kanady tu i ówdzie podłapaliśmy medal, np.w duathlonie srebrny medal zdobył Bolesław Szramek, lat 61 który blyskawicznie pokonał dystans biegiem 2,5 km, rowerem – 12 km i znowu biegiem 1,5 km – ulicami Starego Miasta i Bulwarem Filadelfijskim nad Wisłą. Na codzień pan Szramek trenuje w Klubie Sportowym w  Bramton i na rowerze górskim na północy od Barie. A wcześniej, przed emigracją, pomogły mu biegi narciarskie na zawodach wojewódzkich w Polsce.

W ogóle rodzina Szramków z Mississaugi nad podziw usportowiona! Brat Bolesława, Alfred z żoną Grażyną i dwoma synami Łukaszem i Kevinem zdobyli 6 medali ( w tym złoty, srebrne i brązowe) w pchnięciu kulą,  rzucie oszczepem, biegach i czym tam jeszcze.Małżonkowie dzięki sportowem zacięciu całej rodziny wyglądają tak młodo, niemal młodzieżowo, a mają 15-letniego i 26-letniego syna. Ten ostatni, Łukasz uprawia duathlon, tenis, hokej i , jak mówi: „wszystko, co się da”, tak kocha wszelakie dziedziny sportu, że niechybnie musi odnosić sukcesy. Chłopakom podoba się nie tylko organizacja imprezy, gościnność mieszkańców, ale i toruńskie dziewczyny. Rzeczywiście urodziwe i po deptakach Starówki przewija ich się mnóstwo – bo Toruń to miasto młodości!  Uczy sie tu na UMK i innych uczelniach 45 tysięcy studentów!

Warto dodać, że Szramkowie zdobyli na XIV Igrzyskach Puchar dla najliczniejszej rodziny! Nawiasem mówiąc  Puchar Najstarszego Uczestnika otrzymał 83-letni Zygmunt Brzeziński z Austrii, a  Najmłodszego - pięcioletni Mateusz z Niemiec. Rozpiętość wieku mówi sama za siebie.

W bowlingu też byliśmy nienajgorsi. Wyróżniła się przemiła rodzinna para złotych medalistów:  Michał i Teresa Wiśniewscy z Mississaugi. I znowu ten fenomen upartej młodości: 18-letniego wnuczka Michała przy jego absolutnie  młodej babci wszyscy biorą za jej syna. Ćwiczą 8 lat najpierw w kanadyjskiej lidze Bowling Alley Karola Fujarczuka, potem w Mixedpeterson, gdzie założyli polską ligę „Polonia 5”. Na spotkaniu całej kanadyjskiej ekipy w toruńskim „Kasztelanie”wtajemniczają mnie w arkana tego sportu – jak ustawić kulę palcami. Mianowicie kulę roluje się palcami tak, by odbiła się od czubków palców , ręka nadaje pęd. Liczy się koncentracja i precyzja. Siła i sprawność fizyczna nie jest najważniejsza.
Emocjonujące były biegi młodych. Maciej Królikowski z Calgary w sztafecie i na 400 m zdobył 2 złote medale i srebrny na 100m. Na 400m miał znakomity czas, porównywalny z zawodowcami. Podobne sukcesy odniósł Michał  Łopatowski z Kanady, trudno jednak wszystkie wyniki zapamiętać. Zachwycił mnie np. bieg na 1500m chłopców w wieku do lat 20. Bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajął Konrad Surkont z Nowego Yorku,  utalentowany 15-letni uczeń nowojorskiej  Stuyvesant, biegnący bardzo płynnie i bez wysiłku. Jego czas: 444,47. Nazajutrz na toruńskich Igrzyskach był znowu pierwszy na 800m , a więc zdobył 2 złote medale, a także srebrny -  na 5000m. Uchodzi za najlepszego młodziutkiego biegacza w swym przedziale wiekowym w Nowym Yorku, gdzie w sztafecie 4x8, w której brali udział uczniowie 200 licealnych szkół publicznych – zajął pierwsze miejsce w tym roku.

Ale wróćmy do Polaków z Kraju Klonowego Liścia: miotacz Mariusz Kosiński, który 20 lat temu pożegnał się z karierą sportową i nie ćwiczy w żadnym klubie – uzyskał złoty medal w pchnięciu kulą. Powiodło się w tej dyscyplinie młodym: braciom Michałowi i Szymonowi Włodarczykom z Mississaugi, którzy przybyli na Igrzyska w towarzystwie rodziców. 13-letni Szymon uzyskał złoty medal w pchnięciu kulą, 18-letni Michał – srebrny. Michał kocha sport, uprawia futbol, lekką atletykę, zdobył w Kanadzie tytuł „Najlepszego Sportowca Roku” w swym przedziale wiekowym, całe dnie  spedza na siłowni i bieżni, no i czynnie realizuje pasję swego życia – właśnie dostał się na AWF!. Obaj bracia chodzą do polonijnej szkoły przy Konsulacie Generalnym w Toronto ,mówią świetnie po polsku, choć urodzili sie w Kanadzie,  jeżdżą co roku z rodzicami  do kraju – i cala rodzina zakochana w ojczystym pejzażu i stylu zycia, myśli nawet o powrocie na stałe...

Były i piękne pokazy kunsztu hippicznego. W jeżdziectwie nasza faworytka z Toronto, elegancka i piękna Bernardeta Mróz, w  biegu z przeszkodami z wdziękiem , można by rzec, bez przeszkód wywalczyła srebrny medal. Były tez zwycięztwa-niespodzinki: Adam Sobczyk z St. Catharines zdobył w ringo brązowy medal, mimo że na codzień nie uprawia tego sportu – najważniejsze chcieć, odważyć się, być nie tylko obserwatorem życia, ale czynnie je kształtować. Przykładem według pana Adama jest mądra determinacja uczestników kanadyjskiej ekipy, którzy w liczbie 120-tu odważyli się pojechać i wystąpić w Toruniu, podczas gdy z dużo większej polonii Amerykańskiej zjawiło się  tylko 50-ciu...
A teraz sportowa ciekawostka: Janusz Chomontek (z Polski) poprawił podczas Igrzysk rekord Guinessa w podbijaniu piłki koszykowej. Na toruńskim Starym Rynku uzyskał 11200 podbić, co mu zajęło 1 godz. 38 minut. Poprzedni rekord należał też do niego: 11100 podbić. Nie ma to jak podbijać świat siłą „podbić”!

A więc  my z Kanady mieliśmy już nieco medali, głośno było natomiast o ukraińskich zawodnikach, bezkonkurencyjnych w piłce nożnej, o litewskich, świetnych w koszykówce - ale gdy przyszło do rozgrywek w dyscyplinie zwiazanej z pływaniem różnymi stylami – zdobyliśmy od razu, bez żadnej przesady mówiąc -  całe  ich zatrzęsienie . Szóstego dnia Igrzysk Polonia Kanadyjska uplasowała się bezapelacyjnie na 1 miejscu na liście zdobywców medali : mieliśmy ich 67, w tym 27 złotych, 28 srebrnych i 12 brązowych! Tylko Niemcy deptali nam po piętach ze swymi 57 medalami, inne ekipy pozostawały daleko w tyle...Młodziutka  13-letnia Aleksandra Jóżwiak zdobyła ich aż 8,w tym 5 złotych, 3 srebrne i w zakończeniu Igrzysk uzyskała szczególne gratulacje jako że uzyskała  najwięcej medali z wszystkich uczestników Igrzysk. Julia Miłosz zdobyła ich 6, Kierownik Sportowy Team Canada 2009, Jerzy Dąbrowa – 4, w tym dwa złote,  Piotr Lech, Kierownik Ekipy – dwa:  jeden złoty, jeden brązowy. A nad wszystkim czuwał i „rękę na pulsie” sprawnie trzymał Koordynator Team Canada 2009, Zbigniew Jóżwiak...

Nazajutrz, 7 dnia Igrzysk, jak to w sporcie,  byliśmy juz na drugim miejscu  jeśli idzie o liczbę medali,częściowo  dlatego, że Niemcy nas wyprzedzili, a im do Polski tak blisko, wiec przybyli ekipą ponad 200-osobową! No więc brawa dla nich! Ale rozgrywki XIV Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych gdy to piszę, jeszcze  nie skończone. Przed nami dwa dni...

Wiem, ze nie o walkę o medale tu idzie, a o ideę szlachetnej rywalizacji złączonych poczuciem jedności z dalekim narodem Polonusów, lecz wystarczyło codziennie wieczorem, gdy w Centrum Handlowym Park odbywało się uroczyste wręczanie, z udziałem prezydenta miasta, Michała Zaleskiego, zdobytych tego dnia medali  - przyjrzeć się rozpromienionym twarzom medalistów, by zrozumieć jaki blask bije od zawodnika, niezależnie od wieku, gdy wstępuje na podium zwycięzcy...Jest to zresztą uczucie bardzo ludzkie, podobnie jak ludzki jest tzw. patriotyzm lokalny – zawsze żywiej reaguję, gdy na to podium wstępują Polacy zamieszkali w Kanadzie....

Atmosfera w  centrum wystawienniczym, nie bez powodu  o nazwie „Park”, bo byliśmy otoczeni zewsząd zieleńią, gdzie znajdowało się biuro prasowe Igrzysk i codziennie wręczano medale - była kazdego dnia wyśmienita. Juz sam fakt, że np. jednego dnia przyznano ich 70, drugiego 90 (sic!) nastrajała optymistycznie, a w dodatku pod parasolami, bo upał był niezmierny, można było po tych emocjach  upajać się występami kapel  przybyłych z dawnych Kresów Rzeczypospolitej, np. Kapeli z Niemęczyna, Kapeli Lwowskiej...”Kresowe Klimaty” cieszyly się wielką popularnością, niemniejszą – piosenki lwowskie w aranzacji Krzysztofa Zaręby.Bywało i coś dla ciała, np. prezydent mista częstował wszystkich  znakomitą szynką z udżca wieprzowego na rożnie i niemniej udanym bigosem. Bo nie ma to jak polskie , a raczej staropolskie potrawy...

Były też w owym Centrum „Park”gorące rytmy latynowskie, nocna zmiana blusa, wieczór jazzu nowoorleańskiego. Zwolennicy silniejszych wrażeń wybierali noc na zamku krzyżackim z wywoływaniem ducha i pokazem bicia monet , albo spektakl plenerowy Baju Pomorskiego na dziedzińcu Ratusza. Na koniec odbyła się nader kształcąca i sugestywna inscenizacja zamkowa, oparta na wydarzeniach historycznych: „Rok 1454 – zniszczenie zamku”.Na letniej Scenie Zamkowej – też były atrakcje artystyczne, np. koncert.  A wszystkich, ktorzy nie musieli danego dnia prowadzić rozgrywek, pochłaniał Toruński Letni Festiwal Uliczny „Rynek Śmiechu”, pełen parad i występów ulicznych. Towarzyszył też Igrzyskom  Miedzynarodowy Letni Festiwal „Europa – Toruń. Muzyka i Architektura” – koncerty w gotyckich wnętrzach. Wszędzie wstęp wolny.
Ale to nie wszystko. Wiele było wycieczek blizszych i dalszych,odpłatnych np. Do Chełmna, Golubia-Dobrzynia, Ciechocinka, Lichenia, szlakiem „magicznego Torunia”, czy też „Torunia Kopernika”, a nawet „Torunia piernikowego”...Ważne, że wszyscy byli całkowicie zauroczeni tym  pełnym różnorakiej magii miastem, które jest rzeczywiście przyjazne ludziom i chce im we wszystkim dogodzić. Przykład - to między innymi znakomita organizacja Igrzysk, których głównym organizatorem od 1989 roku jest Stowarzyszenie Wspólnota Polska. Przed  każdymi Igrzyskami ogłasza ona konkurs na wpółorganizatora, zwracając się do samorządów miast i wybierając jedno z nich jako miejsce Igrzysk. Tym razem Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego został wiceprezydent miasta, Zbigniew Fiederewicz, natomiast Zastępcą Przewodniczacego – prezes Oddziału Kujawsko-Pomorskiego Wspólnoty Polskiej, Anna Kosicka oraz dyrektor Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego, Jarosław Więckowski (wszędzie podczas Igrzysk obecny i wszystkim pomagający). Przygotowanie Igrzysk zajęło Komitetowi Organizacyjnemu cały rok i efekty tych starań były widoczne dla kazdego z uczestników.

A jednak na forum dyskusyjnym juz na początku Igrzysk znależli się malkontenci , z Zachodu oczywiście, którzy szukali przysłowiowej dziury w całym. Zaskoczyła mnie reakcja gospodarzy.Na wspomnianym spotkaniu organizatorów z  kanadyjską ekipą w „Kasztelanie”Jarosław Więckowski zaczął od chwalenia naszej ekipy, że tak liczna i tak dobrze zorganizowana – i tłumaczył pewne usterki  tym, że Igrzyska w Toruniu organizowane są pierwszy raz, brak więc doświadczenia, ale - rzekł: - ” chcemy spełnić wszystkie wasze życzenia  w trakcie tej imprezy i przestawiliśmy już pewne rzeczy wedle waszych sugestii. Rozumiemy np. że  korty tenisowe mogą wam nie odpowiadać, ale nowe są już w budowie. Za 10 lat zaprszamy na Igrzyska jeszcze raz, oczywiście gdy Wspólnota Polska nas wybierze...”

Budująca skromność i otwartość  w stawianiu spraw, co w wypadku przedstawicieli władz rzadko się zdarza, a my z serdecznością i dobrą organizacją spotykaliśmy się na kazdym kroku . Usiadłam więc sobie  z wiceprezydentem Torunia, przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Igrzysk, Zbigniewem Fiderewiczem ,w cieniu drzew „Parku”i wieczorem, 8-ego dnia porozmawialiśmy o Igrzyskach i Toruniu...

-  Cieszę się, że przybyli zewsząd do ojczyzny rodacy mówią, że podoba im się orgnizacja Igrzysk i nasze miasto. Myślę, ze Igrzyska – to przede wszystkim okazja do spotkania się czy poznania przyjaciół wśród rodaków, rozproszonych po świecie. Do sportowych wyników przywiązywana jest zbyt wielka waga, co sadzić można po emocjach, jakie te wyniki budzą. Myślę, że powinno się na luzie traktować to spotkanie, mające w istocie cel nade wszystko integracyjny – zacieśnienie więzi z daleką ojczyzną. Przyjechało ponad 1000 uczestników i na pewno mamy w związku z tym trzy razy więcej problemów, niż gdyby to byli profesjonalni sportowcy, bo oni muszą podporządkować się regulaminowi. Naszą ideą było połączyć sport z zabawą, zbliżać między sobą ludzi, których kolokwialnie nazywamy Polonusami, a którzy prezentują różne kultury swoich nowych ojczyzn. Zauważyłem na zimowych polonijnych igrzyskach w Beskidach, czy na XIII Światowych Letnich Igrzyskach w Słupsku – podział Polonii na Wschód i Zachód. Przecież Polonia jest jedna, choc inne były motywacje, inny wybór leżał u podłoża podjętych kiedyś przez rodaków decyzji. W tym kierunku  powinny też pójść nasze działania.

- Od 1990 roku Toruń zaczął  zmieniać się ,pięknieć...
- A od 2003 nastąpiło wielkie przyspieszenie w tym względzie. To nie zasługa prezydentów miasta, lecz przeznaczania corocznie 33% budżetu, czyli 300 tys. zł na inwestycje.Przedtem brak było odwagi inewstycji i trwał w tej dziedzinie pewien marazm. Teraz inwestuje się w budownictwo, sport, kulturę i tak następuje rozwój miasta. A zbiegło się to z naszym akcesem do Unii Europejskiej. Trzeba było sięgnąć po pieniądze Unii i umieć je wykorzystać – my to potrafiliśmy. W Polsce jesteśmy jednym z liderów, wykorzystujących środki europejskie i przy współudziale tych środków inwestujemy w pomoc społeczną, dzieci, młodzież, pomoc dla osób starszych  - tak , jak w  renowację Starego Miasta. Wymaga to współdziałania z przedsiębiorcami, a także z Kościołem, który budowal przed wiekami te cenne gotyckie świątynie. Otrzymaliśmy w darze od przodków tak wspaniałe, zabytkowe, gotyckie miasto -   by je utrzymać i ulepszyć.

To piękna idea, a ile związanych z tym fascynujących pomysłów! Na przykład: nazajutrz po zakończeniu Igrzysk rozpocznie się Miedzynarodowy Festiwal Światła, czyli „Skyway” - wielka impreza, od której Toruń podczas 5 dni stanie  nocą cały w fioletowych barwach i blaskach za sprawą 11 instalacji świetlnych i artystycznych, happeningów itd. Na tę niezwykłą imprezę  przeznaczono 583 tys. zł. z Biura ESK Toruń 2016, a to w związku z Rokiem Astronomicznym, Kopernikiem, Wydziałem Astronomii UMK...To tylko przykład rozmachu, z jakim podchodzi się tu do kultury i nauki jako czynników integrujących Wspólną Europę. Nam , przybyłym z wielu Poponii świata, postanowiono pokazać – jak powiedział prezydent miasta, Michał Zaleski – „Toruń jako miasto przechowujace bezcenną tradycję kopernikańską, wpisane na listę UNESCO, uznane za jedno z cudów Polski...”

Nie przesadzał prezydent – nam takie miasto pokazano! Piękniejące w oczach dzięki mądrym decyzjom władz miejskich. Efekt: barwna, pięknie odnowiona Starówka, latem pełna ogródkowych kawiarenek, po której przewala się różnojęzyczny, radosny tłum turystów i mieszkańcow. Aż kusi, by przechadzać się tu codziennie od nowa w cieniu gotyckich murów i stąd wędrować nad Wisłę, by podziwiać jedyną w swoim rodzaju panoramę Torunia, chłonąc atmosferę i magię starego, kipiącego życiem grodu, o którym już Długosz 500 lat temu pisał: „Toruń przepięknymi budowlami i dachami z cegły palonej lśniącymi – tak znamienity, że chyba nic mu pięknością, położeniem i blaskiem świetnym dorównać nie zdoła”.
Xxx
Ale nie tylko kultura ma takie priorytety. Dowiaduję się, że w przyszłym roku odbędzie się w Toruniu Kongres Polonii Medycznej,co zapowiada się bardzo interesująco. Zaś w tym roku, lawinie imprez kulturalnych towarzyszył natłok wielkich imprez sportowych: międzynarodowy mecz w hokeju na lodzie między Polską a Francją, rozgrywki o Puchar Świata w Jeżdzie Figurowej na Lodzie, Mistrzostwa Świata w Lataniu Precyzyjnym  - wszystko w ciągu paru miesięcy. Na tym polega toruńskie przyspieszenie  w kulturze i sporcie –  tych dwóch najlepszych sposobach integracji ludzi różnych nacji i miejsc zamieszkania.

Trzeba przyznać, że podziałało to nader dopingująco na przedstawicieli Polonii Kanadyjskiej, uczestniczących w XIV Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych: na 29 państw, reprezentowanych przez Polonusów, w 24 konkurencjach, jakie rozegrano - zajęliśmy drugie miejsce (po Niemcach) zdobywając 118 medali, w tym 41 złotych, 46 srebrnych i 31 brązowych.

Jeszcze na zakończenie – mecz piłkarski: organizatorzy Igrzysk kontra uczestnicy na pięknym, nowoczesnym toruńskim stadionie żużlowym Motoarena,zakończony zwycięstwem uczestników 5:3. Uroczystość zamknięcia uświetniła parada motocyklowa BMW Weteran Klub z flagami krajów, skąd przyjechali uczestnicy,oczywiście przemówienia oficjeli, m.in prezesa Stowarzyszenia Wspólnota Polska , Macieja Płażyńskiego, dalej przekazanie Flagi Igrzysk  organizatorom XV Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych w 2011 roku, które odbędą się we Wrocławiu. Wystąpili przedstawiciele Polonii ze Wschodu i Zachodu, wzruszeni serdecznością i gościnnością, z jaką zostaliśmy przyjęci w Toruniu, gdzie czuliśmy się jak jedna rodzina, połączona prze biało-czerwoną barwę...Już z akcentem smutku zgaszony  został znicz Igrzysk, pogasły świarła dnia, zaczął się długi wieczór pożegnalny,gdy na  arenę wkroczył Toruński Zespół Muzyczny, no i „gwiazda” – zespół „Perfect”...

Myślę, że sukcesy Polaków z Kanady przeszły nasze oczekiwania. Ale medale, jako się rzekło, nie są najważniejsze. Nie da się policzyć w cyfrach zawartych przyjażni, godzin spędzonych na „długich nocnych Polaków rozmowach”, a zwłaszcza prawdziwego zauroczenia Polską, coraz piękniejszym dalekim ojczystym krajem, który uświadamia nam przy bliższym zetknięciu – wagę korzeni, wspólnych tradycji i umiłowań...

Krystyna Starczak-Kozłowska              

 

Strona zaprojektowana przez: Custom Solutions
www.customsolutions.ca
Copyright (c) 2010 - 2017 Wszystkie prawa zastrzezone